lukomat Opublikowano 28 Lutego 2013 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 28 Lutego 2013 Na poczatku lutego mialem okazje wedkowac na Dee. Byl to trzeci dzien sezonu ktory wystartowal 1 lutego. Udalo mi sie zarezerwowac dniowke na odcinku Aboyne Water, ktory polozony jest na lewym brzegu rzeki zaraz ponizej mostu w miasteczku o tej samej nazwie.MapaLowisko to jest prowadzone glownie na zasadzie „lifetime shares”, czyli mozna sobie wykupic tygodniowa licencje na jedna wedke i co roku w tym samym tygodniu lapac do bolu. Ile takie zezwolenie kosztuje? Roznie. Od 7 do 30 tysiecy. Funtow oczywiscie. Na szczescie mozna czasami wyhaczyc dzienne zezwolenie, ktore w zaleznosci od pory roku kosztuja od £60 do £150. W lutym ceny sa najnizsze, wiec mialem niepowtarzalna okazje, zeby lapac na tym odcinku.Droga na OstrolekeW weekend temperatury podskoczyly powyzej zera i nastapila mala odwilz powodujaca podniesienie sie poziomu w rzece o pol metra. W poniedzialek rano zima wrocila i zrobilo sie znowu nieprzyjemnie.2ft na plusie, ale woda wciaz czystaDzien zaczalem od cherbatki i krotkiej pogawedki z ghillie. Drugi wedkarz zadzwonil z drogi, ze sie spozni, a trzeciej licencji nikt nie wzial, wiec mialem kawal wody do wyboru. Na poczatek zostalem odstawiony na Bridge Pool, ghillie pokazal mi gdzie najczesciej zatrzymuja sie lososie i jak brodzic, zeby sie nie skapac na dzien dobry.Bridge PoolPierwsze 15m bylo latwe, bo z brzegu, pozniej niestety musialem wejsc po pas i naprzemiennie walczyc z krzakami za plecami i z wiatrem w twarz. A woda w lutym zimna jak cholera, wiec specjalnej radochy tam nie zaznalem. Nastepnieprzenioslem sie na Red Rock Pool. Krok po kroku oblawialem wode i wreszcie nastapilo to na co sie czeka, czyli linkazaczela mi wyjezdzac z kolowrotka. Stopniow docisnalem ja do rekojesci wedki i zaczela sie walka. Szybko sie zorientowalm, ze to nie srebrniak i bez specjalnych ceregieli dociagnalem sporego kelta do brzegu, a ghillie szybko go odhaczyl i wypuscil.Red rockPogoda zaczynala schodzic na psy, wiec z ulga odebralem komende na lunch. W drodze do chatki zrobilem fotke najrybniejszemu pool’owi na tym odcinku, Jetty, z ktorego zostaly wyjete dwa pierwsze srebrniaki sezonu. Niestety przy takwysokiej wodzie nie bylo sensu tracic na niego czasu. W chatce okazalo sie, ze drugi wedkarz, ktory dojechal spozniony, pracuje jako head ghillie na Delfur, najslynniejszy odcinek na Spey, uznawany rowniez jako jeden z najlepszych naswiecie. Lapie na nim pieciu wedkarzy obslugiwanych przez czterech ghillie. Roczne polowy wahaja sie miedzy 900 a 1000 lososi, czyli jakies 10% z calej rocznej na Spey. Dzienne zezwolenie kosztuje... no tak, mniejsza z tym. Mialem jeszcze okazje porzucac jego wedka, 16ft #11 i do tego pelna linka spey’owa w 4 klasie toniecia. Podobno zestaw dla prawdziwych mezczyzn, ale wedlug mnie przy takiej pogodzie to raczej narzedzie tortur dla masochistow.JettyPo przerwie dostalem dolny sektor odcinka i cale popoludnie spedzilem na krancowym pool’u, Lummels. Gleboka woda az do samego brzegu ze srednim uciagiem zostala oblowiona do poludnia przez drugiego wedkarz bez powodzenia. Przewodnik powiedzial mi, ze ryby powinny siedziec blisko mojego brzegu, a kluczem do sukcesu jest lapac gleboko i powoli. Odstawilem zatem kij z glowica rzutowa i zlozylem drugi zestaw ze skagitem, 12ft T14 i Dee Monkey uwiazanej na ciezkiej tubie z brazu., czyli zestaw do chlapania i ploszenia ryb LummelsJim, ghillie, pokazal mi gdzie moge sie spodziewac bran i odjechal, zeby zajac sie drugim klientem. Kiedy doszedlem do pierwszej miejscowki nastapilo branie 2 metry od brzegu, ale ryba nie zapiela sie. Pomyslalem, ze jeszcze jest szansa i bardziej przylozylem sie do wedkowania. Wkrotce po tym jak Jim wrocil do mnie, kolejna ryba zinteresowala sie moja mucha, ktora byla juz praktycznie na prostej lince. Szybki hol i kelt wrocil do wody. Za pol godziny nastapila powtorka z rozrywki. Zauwazylismy, ze ryba nie byla duza, ale dosyc dzielnie stawiala opor. Na brzegu okazalo sie, ze to rawner, czyli ryba delikatnie spozniona na tarlo. Z wygladu grils, ale one zaczynaja wstepowac do rzeki od czerwca, a ten musial wejsc na poczatku stycznia, wiec nie bylo problemu z klasyfikacja. Niemniej jednak szybko pstryknalem fotke przed wypuszczeniem.Rawner, ktory uciekl wydrze z talerza – slady na tulowiuDzien powoli mial sie ku koncowi, wiec nie pozostalo mi nic innego jak odwdzieczyc sie napiwkiem dla Jim’a za opieke i cenne wskazowki i ruszyc do domu.Dee Monkey 1 Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
Kuba Standera Opublikowano 28 Lutego 2013 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 28 Lutego 2013 Fajna historiaPowiedz, jak u was wygląda kwestia napiwków dla Ghillie?Są jakies ustalone stawki, nie wystepują? Jak to działa?Tutaj ponoć równowartość dniówki, ale człowiek na Moy... wydał nam resztę Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
TomCast Opublikowano 28 Lutego 2013 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 28 Lutego 2013 Pozytywnie zazdroszczę wyprawy Łukaszu. Fajne przeżycia, piękne widoki i rybna rzeka Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
lukomat Opublikowano 28 Lutego 2013 Autor Zgłoś Udostępnij Opublikowano 28 Lutego 2013 Kuba, jakbym mial dawac napiwek rownowarty dziennej licencji to bym sie grubo zastanawial nad sensem takich wizyt. 10-20 funciakow to norma. TomCast, sam sobie zazdraszczam mozliwosci lapania na Dee Speyowanie wciagnelo mnie na maksa. I jeszcze maly dodatek dla ciekawskich. Kto mowi, ze wypuszczanie lososi to marnowanie miesa, ten nie wie co mowi. A tu jest dowod, ze C&R dziala: http://fishdee.wordpress.com/2013/02/19/catch-release-impacts-on-the-river-dee/ Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
janpiotr Opublikowano 1 Marca 2013 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 1 Marca 2013 Cieszę się, że udana mucha spod mojej ręki tak rzetelnie łowi. Aż mnie w dołku dusi od zdjątek, te klimaty. No i ta finezja - 16 stóp w 11-tej klasie 4-ty stopień moczenia. Mam pełną głowicę spey z końcówką 6 metrów intermedium to wiem jak się toto obsługuje, jak trudno operowac nie mając dużo przestrzeni wokół siebie. Tak ale to jest prawdziwy spey, nie skagit czy scandi, prawdziwy spey na rzekę Spey. Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
Kuba Standera Opublikowano 1 Marca 2013 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 1 Marca 2013 LukoChyba trzeba by to podesłać do Fisheries Board w Galway, oni sa autorami tej tezy ; Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
tomi78 Opublikowano 1 Marca 2013 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 1 Marca 2013 Czy ja dobrze rozumiem płaci sie kolesiowi za gajdowanie a na koniec jeszcze mu się płaci napiwek 20 funciaków . Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
Kuba Standera Opublikowano 1 Marca 2013 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 1 Marca 2013 Co jest chyba ogólnie przyjętym na całym świecie zwyczajem, ze po za "podstawową" ceną którą dostajesz w umowie, z biura czy gdzie sie bookujesz, odpalasz gajdowi 10-15% tip'a? Tu tylko pytanie - ile, bo coś czuję ze lokalersi usiłowali nas podpuścić Chyba ze rzeczywiście w IE inne zwyczaje. Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
lukomat Opublikowano 1 Marca 2013 Autor Zgłoś Udostępnij Opublikowano 1 Marca 2013 @Tomi, to troche jak z restauracja. Kase bierze wlasciciel, ale jak ci zarcie smakowalo i byles dobrze obsluzony to odpalasz kelnerce dyszke. Ghillie jest tylko pracownikiem. Powiedzmy, ze zarabia 20 tysiecy, a z napiwkami ma 30. Musialbys sam zobaczyc, bo to nie jest jak w Polsce, ze przewodnik bierze cie nad wode i przy okazji sobie polapie. Oni sa tam dla ciebie i wiekszosci naprawde zalezy, zebys mial udany dzien. @Kuba, mysle, ze to byl zart. @Panu Janu, aby do kwietnia! A potem aby to czerwca Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
tomi78 Opublikowano 1 Marca 2013 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 1 Marca 2013 Luko ja to rozumiem ale nie do końca popieram.Przenosząc to na moje podwórko to tak jak ja bym zrobił komuś kosztorys na bańkę a po kontrakcie inwestor dopłaca mi 100 kółek za to że zrobiłem to dobrze .Wszystko fajnie tylko moim zasranym obowiązkiem jest zrobić to dobrze za tą bańkę i nie liczyć na napiwek .Wszystko jest ok tradycja itp ale moim zdaniem 20 funciaków za to że ktoś dobrze wykonał zadanie za które otrzymał wynagrodzenie i na które się zgodził jest przegięciem.No chyba że ktoś jest z natury filantropem to nich płaci nawet 1000 funciaków. .Przy mnie musieli by sie obejść bez napiwków. Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
Kuba Standera Opublikowano 1 Marca 2013 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 1 Marca 2013 M.in. może dlatego w kilku miejscach jak masz polski akcent licencji nie kupisz. Standardy białego człowieka obowiązują nawet przyjezdnych Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
tomi78 Opublikowano 1 Marca 2013 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 1 Marca 2013 NIe rozśmieszaj mnie jak oni to uważają za standard to wszędzie ma być tak samo i tylko ich standardy sa właściwe i nimi mamy sie kierować .Czyli jeżeli nie zapłacę dodatkowo to jestem polski niedorozwojem i mam sie pałować .Wytłumacz mi jedno jeżeli ty osobiście pojedziesz tam za jedyne 5000 funciaków w najlepszym czasie na super odcinek i będziesz miał najlepszego przewodnika w całej Anglii i nic nie złowisz to co wtedy też dasz mu jedyne 100 funtów bo tak wypada .Bo gość się starał i na rzęsach stawał a i tak nici z tego?? Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
Kuba Standera Opublikowano 1 Marca 2013 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 1 Marca 2013 Tak, dokładnie tak...Jak jedziesz do nich, to ich standardy są właściwe, równiez dla Ciebie, a ludzi nie kumających tego skwitują "burak z Polski" i wzrusza ramionami, a następny, nawet jak będzie kumał podstawy interakcji miedzy ludźmi, na wodę nie wejdzie, bo "rodacy-buracy" skutecznie zlikwidują u lokalersow chęć do współpracy z prymitywnymi, nic nie kapującymi dzikusami ze wschodu, co nawet w stosunku do gajda nie potrafią się zachować .Oczywiście - wyolbrzymiam, bo na ogół ta pasja raczej łączy ludzi niż dzieli, niemniej jednak - sam miałem kilkukrotnie kłopoty z kupieniem licencji na odcinek łososiowy Z jakiś nieokreślonych powodów, mimo że woda stała pusta i łowiła 1 osoba z 6 możliwych, to "się nie da się" i "sa zabookowani".Ja rozumiem, ze żyjemy w przekonaniu bycia członkami najwspanialszej nacji na świecie i tak naprawdę, to oni powinni nam płacić za możliwość przebywania w naszym skrajnie zajebistym towarzystwie, jednak - nie do końca tak to działa. O zgrozo, nie pomaga wyzwolenie Gruzji ani nawet wspomnienie o "zdradzeniu przez aliantów" . NIe rozśmieszaj mnie jak oni to uważają za standard to wszędzie ma być tak samo i tylko ich standardy sa właściwe i nimi mamy sie kierować .Czyli jeżeli nie zapłacę dodatkowo to jestem polski niedorozwojem i mam sie pałować .Wytłumacz mi jedno jeżeli ty osobiście pojedziesz tam za jedyne 5000 funciaków w najlepszym czasie na super odcinek i będziesz miał najlepszego przewodnika w całej Anglii i nic nie złowisz to co wtedy też dasz mu jedyne 100 funtów bo tak wypada .Bo gość się starał i na rzęsach stawał a i tak nici z tego??Ty nie płacisz mu za złapanie ryby. To albo Bóg da i się uda i łosoś weźmie, albo na nic twe szarpania. Ale za to, że kolo na rzęsach stawał i zrobił wszystko, by jego klient rybę złowił - tip się należy... oni to uważają za standard to wszędzie ma być tak samo i tylko ich standardy sa właściwe i nimi mamy sie kierować Podobnie jak z jazda po drugiej stronie drogi - uważają to za standard i masz się dostosować 1 Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
lukomat Opublikowano 1 Marca 2013 Autor Zgłoś Udostępnij Opublikowano 1 Marca 2013 Ghillie nie jest wlascicielem wody, on tylko na niej pracuje. Dokladnie tak jak wczesniej opisalem na przykladzie kelnerki i restauracji. Tak sie w Szkocji przyjelo, ze maja swoja stawke podstawowa, a bonusem jest kasa od klienta. Domyslam sie, ze jest to tradycja wywodzaca sie z XIX wieku, tam lordowie lapali sobie lososie na muche i mieli sluzacych (ghillie) ktorym dawali napiwki, a w tym czasie moj pra pra pra dziadek oscieniem naparzal trocie w Kazimierzu Dolnym Tomi nie jestem wstanie tego inaczej wytlumaczyc, co kraj to obyczaj. Przyjedz, polap i sam zobaczysz, ze nie bedziesz rozczarowany. Tydzien temu zaplacilem wlasnie za moja ekipe na Dee w kwietniu. Za trzy dni lapania wyszlo troche ponad 200 funciakow na glowe. Mamy tez trzy dni zarezerwowane na Findhorn, udalo sie bez papierow lordowskich, ale ceny nie wspomne Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
Kuba Standera Opublikowano 1 Marca 2013 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 1 Marca 2013 Przebija 250e za dzień?Tyle kosztowała, wg łowiącego tam kolegi dniówka w Delphi... Bookowanie 18mcy wcześniej Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
Andrzej Stanek Opublikowano 1 Marca 2013 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 1 Marca 2013 Napiwek to bardzo osobiste podziękowanie za dobrze wykonaną usługę, pracę, czynność na zamówienie lub po prostu z sympatii. Rzecz normalna i zwyczajowo przyjęta na całym świecie. Są ludzie którzy to akceptują i dają, druga grupa temu przeciwna - nie dają bo nie chcą, takie ich prawo. Często ze względu na oszczędność swojego portfela czyli sknerstwo. Samo dawanie napiwków jest rzeczą przyjemną, przyjmowanie również. Każdy robi jak mu pasuje... Jeśli tylko mam powód to daję, chętnie bym przyjął, brak chętnych w dawaniu... Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
Darecki72 Opublikowano 2 Marca 2013 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 2 Marca 2013 Dokladnie tak jak Andrzej piszesz, napiwek ludzka rzecz, nie pamietam zebym wyszedl z baru czy restauracji w Stanach i nie zostawil kiku dolcow. Z troszke innej beczki:Kiedy 11 lat temu zaczalem lowic na muche (tu w Stanach) nurtowala mnie zawsze jedna mysl - dlaczego muszkarstwo nazywane jest lowieniem dla elit ?? Nigdy nie moglem "przykleic" tego nazewnictwa do siebie bez wzgledu czy na muche lowilem lososiowate, sumy ,bassy, szczupaki czy slonowodne seatrouty czy barracudy. Tutaj wystarczylo znac troche zwyczaje ryb za ktorymi chce sie uganiac i poprawnie obslugiwac kij muchowy, ale zeby tam jakas elita odrazu?....Teraz kiedy czytam kolejny artykul o lowieniu lososiowatych w Europie ( te wszystkie liczby) w koncu mam porownanie i swierdzam ze to faktycznie tam( u was) to wyczyn, nie dostepny dla przecietnego Kowalskiego bo jak widac sam napiwek jest duzym zaklopotaniem i dyskomfortem a co dopiero reszta... Toz to tylko dla elit. Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
lukomat Opublikowano 2 Marca 2013 Autor Zgłoś Udostępnij Opublikowano 2 Marca 2013 Przebija 250e za dzień?Tyle kosztowała, wg łowiącego tam kolegi dniówka w Delphi... Bookowanie 18mcy wcześniej Przebija i to duzo, dodatkowo oplata za zakwaterowanie z zarciem. Robie to tylko ze wzgledu na chlopakow z Alaski, sam bym sie na to nie pisal. Dobrze, ze na Dee udalo sie zalatwic za przystepna cene i to w kwietniu, ale to dluuuga historia. @Darku, jaka tam elita, zwykly burak z Żuław Wiślanych jestem i tyle. Nie pale, a teraz w poscie to nawet wina nie pije i jakos sie uzbiera na wizyte na lepszym lowisku raz na miesiac, a na codzien mecze bule na wodzie klubowej Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
Rekomendowane odpowiedzi
Dołącz do dyskusji
Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.