Kuba Standera Opublikowano 23 Marca 2009 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 23 Marca 2009 Moim zdaniem z książki to bedzie cieżko nauczyć się i muszyć i kręcić. Nic nie zastąpi chętnego kolegi który pokaże co i jak, w godzinę można przyswoić kilkanaście rozdziałów to chyba też zaleta zlotów - można sobie spróbować wszystkiego.Za to ksiażka bez problemu może pokazać okreslone techniki rzutowe, sposoby łowienia i na końcu... łowiska, nowe gatunki ryb, potrafi wciągnąć w łowienie prawie jak złapanie pierwszej ładnej ryby. Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
hlehle Opublikowano 23 Marca 2009 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 23 Marca 2009 Moim zdaniem z książki to bedzie cieżko nauczyć się i muszyć i kręcić. Nic nie zastąpi chętnego kolegi który pokaże co i jak, w godzinę można przyswoić kilkanaście rozdziałów to chyba też zaleta zlotów - można sobie spróbować wszystkiego.Za to ksiażka bez problemu może pokazać okreslone techniki rzutowe, sposoby łowienia i na końcu... łowiska, nowe gatunki ryb, potrafi wciągnąć w łowienie prawie jak złapanie pierwszej ładnej ryby. I lowienia i krecenia mozna spokojnie nauczyc sie z ksiazek. Jeszcze jak ktos ma dostep do youtube to wydaje sie to naprawde proste.Z rzutami moze byc problem, poniewaz podobno mozna wyrobic sobie zle nawyki (ja juz pewnie takie posiadam). Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
Andrzej Stanek Opublikowano 23 Marca 2009 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 23 Marca 2009 Hlehle Bardzo jestem zaskoczony Twoją oceną pracy Pana Węglarskiego Sztuczne muszki. Jak dla mnie super, kawa na ławę + usystematyzowanie w formie katalogowej much, materiałów. Moje pierwsze muchy kręciłem w połowie lat siedemdziesiątych bez imadła - w rękach, jako nić wiodącą stosowałem nitkę z starych rajstop. Muchy były mało atrakcyjne wizualnie jednak kleniom i jelcom bardzo pasowały. Zaczynałem od zera, miałem tylko ogólne pojęcie teoretyczne i ikonograficzne z pozycji Pana Józefa Wyganowskiego Wędkarstwo i paru nr WW. Potem wpadło mi do łapki imadło - samoróbka w mosiądzu. Była to rewolucja. Wolne dwie łapki, pełen komfort. Za jakiś czas (?) weszła do obiegu pozycja Jeleńskiego. Jak na tamte czasy hit. Wydaje mi się, że od tego momentu muszkarstwo znacznie przyśpieszyło. Było zrozumiałe jako technika dla wielu nieświadomych machania sznurkiem nad wodą. W sklepach zaczęły pojawiać się muchy i fragmentarycznie materiały do kręcenia. Jak do tej pory materiały zdobywało się u znajomych myśliwych, na targu. Osobiście biegałem na targ i za piątkę z rybakiem skubałem kogutom jeżynki. Idąc do szkoły (wtedy liceum) wzrokiem omiatałem chodniki w poszukiwaniu piór (lotki) gołębi, cukrówek.Miałem zapał, do wszystkiego dochodziłem samodzielnie. Dzisiaj, a raczej od kilkunastu lat kupuję gotowce lub zamawiam. Przeglądając pozycję Pana Węglarskiego twierdzę, że jest to świetna praca nawet dla osoby rozpoczynającej przygodę z muszkarstwem i kręceniem much. Trzeba tylko chcieć... Możliwe, że poglądowe filmy są bardziej skuteczne instruktażowo, jednak w moim odczuciu w/w pozycja jest niezbędna w poznawaniu, nazewnictwie i zapamiętywaniu kształtów poszczególnych much a przede wszystkim w samym procesie tworzenia od gołego haka po gotową imitację muchy... To tyle z mojej strony... Pozdrawiam Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
Bujo Opublikowano 23 Marca 2009 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 23 Marca 2009 Witam, Ja niestety nie mialem mozliwosci uczyc sie od kolegi Jak spogladam czasem na swoje pierwsze nimfy czy sucharki to padam ze smiechu i mysle ze pstragale i lipasy jakie na nie lowilem mialy duzy problem ze wzrokiem. Walily az milo- koledzy nad Test jak widzieli co mam w pudelku usmiechali sie poczatkowo i pukali w czolo, zdjecia pokazywane podczas przerwy skutecznie ich z tego wyleczyly Wiele muszek znalazlem tutaj: http://www.flyforums.co.uk/forumdisplay.php?f=10 Oczywiscie doszedl youtube i kilka innych miejsc w necie. Najwazniejsze to krecic i nie poddawac sie :D Pozdrawiam, Bujo Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
hlehle Opublikowano 23 Marca 2009 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 23 Marca 2009 Lady D, to moje subiektywne odczucia. Po prostu nie czytalem tej ksiazki z przyjemnoscia, a jesli chodzi o wedkarstwo to jest to dla mnie najwazniejsze. Takich poradnikow wystarczajaco duzo naczytalem sie na studiach, teraz wole zeby lektura sprawiala mi przyjemnosc Za to baaaardzo mi sie podobaly ksiazki Jelenskiego i Sikory. Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
Adamus Opublikowano 23 Marca 2009 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 23 Marca 2009 Witam. Moim skromnym zdaniem książka może nie tak przyjemna w lekturze ale jej wartość można docenić kiedy przejdzie się w kręceniu sztucznych much przez puchowce, kacze dupy, sierściuchy i inne koczkodany, a przyjdzie ochota na klasyczne piękne muchy.W tej książce są podstawy i receptury które będą w większości aktualne za 5, 10, 15 i więcej lat. Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
hlehle Opublikowano 24 Marca 2009 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 24 Marca 2009 Witam. Moim skromnym zdaniem książka może nie tak przyjemna w lekturze ale jej wartość można docenić kiedy przejdzie się w kręceniu sztucznych much przez puchowce, kacze dupy, sierściuchy i inne koczkodany, a przyjdzie ochota na klasyczne piękne muchy.W tej książce są podstawy i receptury które będą w większości aktualne za 5, 10, 15 i więcej lat. No wlasnie, dlatego nie powinno sie jej polecac poczatkujacemu, bo moze sie najwyzej zrazic Walczysz cos ostatnio, czy czekasz na lepsza pogode? Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
Adamus Opublikowano 24 Marca 2009 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 24 Marca 2009 Powiedzmy że czekam na lepszą pogodę choć na ryby nie ma złej pogody.Wyjazd na San doszedł do skutku? Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
hlehle Opublikowano 24 Marca 2009 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 24 Marca 2009 Powiedzmy że czekam na lepszą pogodę choć na ryby nie ma złej pogody.Wyjazd na San doszedł do skutku? No nie - woda wysoka, a nie byles na biezaco? Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
Zdzisław Czekała Opublikowano 24 Marca 2009 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 24 Marca 2009 Witam W weekend na Sanie woda była około 180 cm (czyli jedna turbina), spoko do łowienia. Kilka rozsądnych kropków udało mi się złowić (niestety największy tylko 41-42 cm ). Zdzisław Czekała Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
Adamus Opublikowano 24 Marca 2009 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 24 Marca 2009 Nie wiedziałem, myślałem że jednak pojechaliście. Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
hlehle Opublikowano 24 Marca 2009 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 24 Marca 2009 Witam W weekend na Sanie woda była około 180 cm (czyli jedna turbina), spoko do łowienia. Kilka rozsądnych kropków udało mi się złowić (niestety największy tylko 41-42 cm ). Zdzisław Czekała To bylo 2 tygodnie temu, ale moze i wtedy dalo sie polowic tylko niepotrzebnie spanikowalismy. Tyle ze lepiej byc ostroznym niz jechac kilkaset kilometrow i zastac wielka wode.Mam nadzieje, ze niedlugo sie uda Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
hlehle Opublikowano 16 Lipca 2009 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 16 Lipca 2009 Tyle ze lepiej byc ostroznym niz jechac kilkaset kilometrow i zastac wielka wode.Mam nadzieje, ze niedlugo sie uda No i udało się dotrzeć. Rzeka nagrodziła nas rybkami. Poza pięknymi lipieniami i przyzwoitymi pstrągami, próbowaliśmy kusić głowacice. Prawie skutecznie. Kolega i ja mieliśmy po jednej na kiju, ale obydwie wygrały - spadły z haczyków po wielominutowych holach. Jest po co wracać ... Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
dariusz Opublikowano 16 Lipca 2009 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 16 Lipca 2009 Gratulacje chłopaki piękne ryby. Moze następnym razem wam sie jednak uda złowic głowacice. Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
jajakub Opublikowano 17 Lipca 2009 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 17 Lipca 2009 Ładne rybki.Daniel czy możesz coś więcej o tych głowatkach.Bo się tam niedługo wybieram i też mi cos po głowie chodzi żeby zabrać #9 i popróbować. Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
Kuba Standera Opublikowano 17 Lipca 2009 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 17 Lipca 2009 http://www.flyhouse.pl/index.php?go=html/galeria/pokaz_zdjec ie&zdjecie=5&galeria=20090615135745&kolejne=1 Jakby co daj znać, też myślę nad tym kierunkiem z #10 Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
jajakub Opublikowano 17 Lipca 2009 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 17 Lipca 2009 Kuba nie ma sprawyTym bardziej że wtedy odpadnie mi problem kombinowania much na głowatkę Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
Zdzisław Czekała Opublikowano 17 Lipca 2009 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 17 Lipca 2009 Nie tak wczesny ranek, coś koło szóstej, wypakowujemy się z auta. Na rzece woda niska i czysta, a dzień zapowiada się słoneczny i upalny. Montuję sprzęcik, dziesięcio-stopowy Ultralite Hardy-iego w klasie szóstej, linka pływająca WF6 do tego przypon dwadzieścia dwie setne milimetra, o długości około półtorej długości wędki, dowiązuję duże nimfy, w odległości około osiemdziesięciu centymetrów od siebie, na kierunku klasyczny bażant ze złotą główką, na haczyku numer dziesięć, a na skoczku bardzo ciemny bażant z czerwoną główką, nakręcona również na haczyku numer dziesięć. Podchodzimy w grę Sanu, małżonka ustawia się powyżej łowiąc na „nimfetki” lipienie, ja zaczynam obławiać systematycznie płań poniżej. Nimfy podaję na długiej lince, w poprzek rzeki, w taki sposób aby wędka była uniesiona pod kątem czterdziestu-czterdziestu pięciu stopni i skierowana lekko w górę rzeki. Cały czas dokładnie kontroluję zestaw, w początkowej fazie pozwalam mu neutralnie spływać w dół, powoli kładąc wędkę, dokładam linkę, pozwala to na utopienie się przynęt i utworzenie się samoistnie „żagielka”. W momencie gdy szczytówka wędki znajdzie się tuż przy samej wodzie i lekko poniżej mnie, zaczynam delikatnie przytrzymywać zestaw, co powoduje wychodzenie nimf ku powierzchni. Pozwalam prawie wyprostować się całemu zestawowi i przerzucam nimfy. Łowię coś około dwóch i pól – trzech godzin, bez najmniejszego brania, nimfy podaję na krótkiej lince, na średniej lince, na długiej lince, w górę sprowadzając je na siebie, w poprzek na „żagielku”, w dół na sztywno i .. totalnie nic, a tydzień temu, po trzech godzinach łowienia, miałem cztery „główki” na kiju, choć wyholowałem tylko jedną, taką ledwo siedemdziesiąt pięć centymetrów, ale były, a dzisiaj nic. Przesuwam się coraz niżej, podaję nimfy coraz dalej, jeszcze próbuję, choć jestem coraz bardziej zniechęcony. Patrzę na zegarek, to już prawie godzien dziesiąta, chyba czas zmienić sprzęt i rozglądnąć się za lipieniami, jeszcze tylko kilka rzutów, może ... i jest, cierpliwość wynagrodzona, na bardzo długiej lince, przytrzymanie zestawu z lekkim puknięciem, zacinam i czuję, że jest i to coś bardzo, bardzo dużego. Po zacięciu mocny, prawie piętnasto-metrowy odjazd, na szczęście miałem mało linki w ręce i palców mi nie za bardzo przypaliło, po czym ryba stanęła w głębokim dole, w odległości prawie czterdziestu metrów od mojego stanowiska. Rozpoczynam powolny hol „potworka”, delikatnie pompuję, za każdym razem nawijając linkę na kołowrotek, ryba tępo ale się poddaje, od czasu do czasu, to odchodząc kilka metrów, to wstrząsając potwornie, mną i mocno wygiętą wędką. Przez następne kilkanaście minut zmagań udaje mi się podprowadzić „główkę” na wysokość mojego stanowiska, gdzie znowu przez kilkanaście minut, próbuję wprowadzić ją na płytką wodę, co zawsze kończy się tak samo, odjazdem w dołek pod drugim brzegiem, i stratą kilkunastu metrów linki. W końcu decyduję się na wejście głębiej w wodę, jak ona nie chce do mnie, to może ja do niej, delikatnie podciągam rybę, skosem do siebie i w górę rzeki, naprowadzam na podbierak, ale „główka” wzbijając fontanny wody odchodzi mocno kilka metrów w górę, ponawiam kilka razy próbę i za każdym razem efekt jest ten sam, udaje się to dopiero za piątym czy szóstym razem, W podbieraku, po prawie godzinnej walce, całe dziewięćdziesiąt cztery centymetry królowej Sanu. Rzeka i ryby znów były łaskawe. Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
hlehle Opublikowano 17 Lipca 2009 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 17 Lipca 2009 Ładne rybki.Daniel czy możesz coś więcej o tych głowatkach.Bo się tam niedługo wybieram i też mi cos po głowie chodzi żeby zabrać #9 i popróbować. Łowiliśmy dwa dni. Pierwszy od 10 do prawie 21. Głowatki kusiliśmy dopiero od jakiejś 18. No i dość szybko zacieliśmy po rybie. Najpierw ja na niedużego streamera (9-10cm). Hol trwał jakies 5-7 minut i ryba się spięła. Przez chwilę udało mi się ją podciągnąć i sądząc po cieniu miała między 90 a 100 cm.Po 30 minutach Tomek zaciął następną - też na streamera, ale większego. Tomiemu udało się ją potrzymac na kiju jakieś 10 minut i niestety też się wypieła. Radość była tak duża, że wędka zwiększyła ilość składów o jeden (nerwus ) Na drugi dzień od 10 do jakiejś 18 chodziłem non stop za głowatką. Tomek dał radę jedynie do 16. Zaliczyliśmy kilka brań, ale jedynie pstrągów, które nie dawały rady większym streamerom (dwa średniaki wyjąłem). Obydwie głowatki przyładowały nam na płytkiej wodzie w niedużej odległości od głębokiej bani - wyszły na żer. Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
Zdzisław Czekała Opublikowano 17 Lipca 2009 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 17 Lipca 2009 Nie tak wczesny ranek, coś koło szóstej, wypakowujemy się z auta. Na rzece woda niska i czysta, a dzień zapowiada się słoneczny i upalny. Montuję sprzęcik, dziesięcio-stopowy Ultralite Hardy-iego w klasie szóstej, linka pływająca WF6 do tego przypon dwadzieścia dwie setne milimetra, o długości około półtorej długości wędki, dowiązuję duże nimfy, w odległości około osiemdziesięciu centymetrów od siebie, na kierunku klasyczny bażant ze złotą główką, na haczyku numer dziesięć, a na skoczku bardzo ciemny bażant z czerwoną główką, nakręcona również na haczyku numer dziesięć. Podchodzimy w grę Sanu, małżonka ustawia się powyżej łowiąc na „nimfetki” lipienie, ja zaczynam obławiać systematycznie płań poniżej. Nimfy podaję na długiej lince, w poprzek rzeki, w taki sposób aby wędka była uniesiona pod kątem czterdziestu-czterdziestu pięciu stopni i skierowana lekko w górę rzeki. Cały czas dokładnie kontroluję zestaw, w początkowej fazie pozwalam mu neutralnie spływać w dół, powoli kładąc wędkę, dokładam linkę, pozwala to na utopienie się przynęt i utworzenie się samoistnie „żagielka”. W momencie gdy szczytówka wędki znajdzie się tuż przy samej wodzie i lekko poniżej mnie, zaczynam delikatnie przytrzymywać zestaw, co powoduje wychodzenie nimf ku powierzchni. Pozwalam prawie wyprostować się całemu zestawowi i przerzucam nimfy. Łowię coś około dwóch i pól – trzech godzin, bez najmniejszego brania, nimfy podaję na krótkiej lince, na średniej lince, na długiej lince, w górę sprowadzając je na siebie, w poprzek na „żagielku”, w dół na sztywno i .. totalnie nic, a tydzień temu, po trzech godzinach łowienia, miałem cztery „główki” na kiju, choć wyholowałem tylko jedną, taką ledwo siedemdziesiąt pięć centymetrów, ale były, a dzisiaj nic. Przesuwam się coraz niżej, podaję nimfy coraz dalej, jeszcze próbuję, choć jestem coraz bardziej zniechęcony. Patrzę na zegarek, to już prawie godzien dziesiąta, chyba czas zmienić sprzęt i rozglądnąć się za lipieniami, jeszcze tylko kilka rzutów, może ... i jest, cierpliwość wynagrodzona, na bardzo długiej lince, przytrzymanie zestawu z lekkim puknięciem, zacinam i czuję, że jest i to coś bardzo, bardzo dużego. Po zacięciu mocny, prawie piętnasto-metrowy odjazd, na szczęście miałem mało linki w ręce i palców mi nie za bardzo przypaliło, po czym ryba stanęła w głębokim dole, w odległości prawie czterdziestu metrów od mojego stanowiska. Rozpoczynam powolny hol „potworka”, delikatnie pompuję, za każdym razem nawijając linkę na kołowrotek, ryba tępo ale się poddaje, od czasu do czasu, to odchodząc kilka metrów, to wstrząsając potwornie, mną i mocno wygiętą wędką. Przez następne kilkanaście minut zmagań udaje mi się podprowadzić „główkę” na wysokość mojego stanowiska, gdzie znowu przez kilkanaście minut, próbuję wprowadzić ją na płytką wodę, co zawsze kończy się tak samo, odjazdem w dołek pod drugim brzegiem, i stratą kilkunastu metrów linki. W końcu decyduję się na wejście głębiej w wodę, jak ona nie chce do mnie, to może ja do niej, delikatnie podciągam rybę, skosem do siebie i w górę rzeki, naprowadzam na podbierak, ale „główka” wzbijając fontanny wody odchodzi mocno kilka metrów w górę, ponawiam kilka razy próbę i za każdym razem efekt jest ten sam, udaje się to dopiero za piątym czy szóstym razem, W podbieraku, po prawie godzinnej walce, całe dziewięćdziesiąt cztery centymetry królowej Sanu. Rzeka i ryby znów były łaskawe. Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
tomi78 Opublikowano 17 Lipca 2009 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 17 Lipca 2009 Fajnie sie czyta takie chistoryjki.Ja jade 22 sierpnia na oes san, spróbować dobrać sie do głowatek .Pierwsze spotkanie z głowatką miałem dwa lata temu przed skałą w Zwierzeniu na oesie ,łowiłem na długą nimfe i myślałem że mam zaczep jak podeszłem blizej zaczep ożył i po krótkim odjeżdzie głowatka się wypieła.Drugie spotkanie było na Słoweni jak łowiłem na Savie Bohnijce się jej znudziło i go wypluła.Trzecie spotkanie to w zeszłą sobote na płani w Zwierzeniu ,tym razem głowtka przynajmniej pobujała się na kiju i beszczelnie się wypieła .Na drugi dzień w tym samym miejscu głowatka zrobiła delfinka na powierzchni i pozegnała sie ze mną mam nadzieje że do 22 sierpnia . Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
wujek Opublikowano 17 Lipca 2009 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 17 Lipca 2009 Tomi, w co Ty wsadziłeś te 3 wędki z tyłu? Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
tomi78 Opublikowano 17 Lipca 2009 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 17 Lipca 2009 To jest 9 w czterech kawałkach Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
Zdzisław Czekała Opublikowano 27 Lipca 2009 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 27 Lipca 2009 Witam Na Muchowych Mistrzostwach Świata Juniorów w Czechach - Adam Wnękowicz wywalczył indywidualnie brązowy medal, na dziewiątej pozycji rywalizację ukończył Wojciech Krokos. Drużyna Polski w składzie: Adam Wnękowicz, Wojciech Krokos, Maciej Krukierek, Dawid Latusek, Krystian Ścisłowicz i Maciej Bogdan wywalczyła piąte miejsce, warto nadmienić, że był to pierwszy start naszych juniorów na Mistrzostwach Świata. WIELKIE GRATULACJE DLA CAŁEJ EKIPY. Zdzisław Czekała Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
Kuba Standera Opublikowano 27 Lipca 2009 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 27 Lipca 2009 Z jednej strony się cieszę, uczucia mam mieszane.Nasza kadra przewspaniała, jeden w drugiego wyspecjalizowana w żyłkowych przepływankach, starannie wyspecjalizowana w nawalaniu dłoniaków na czas... Co to ma jeszcze wspólnego z gentlemańskim hobby? Tym bardziej że co pewien czas lądują np na jeziorach w IE czy wodach w NZ i wtedy się okazuje mały zonk. Stąd mieszane uczucia - z jednej strony radość, z drugiej dyscyplina niczym rzut kupą w dal... Sport wędkarski a szczególnie muchowy to dla mnie jakaś ostra perwersja, zaprzeczenie idei... Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
Rekomendowane odpowiedzi
Dołącz do dyskusji
Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.