mack Opublikowano 10 Grudnia 2015 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 10 Grudnia 2015 Jaki odcinek rzeki może dziennie przebyć lipień?Zależy skąd przyjechał wędkarz... 2 Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
Creek Opublikowano 11 Grudnia 2015 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 11 Grudnia 2015 http://www.flyfishing.pl/web/article.php?a_id=301 Link który zamieszczam pozwoli Wam przeczytać sympatyczne opowiadanie z przed lat. Oprócz barwnych opisów natury tekst zawiera krótkie omówienie techniki" lekkiej nimfy pod prąd ", sposobu który bardzo cenię.Dlaczego ten materiał? Otóż autor w znacznej, oj znacznej mierze oparł się na obszernym artykule który popełniłem swego czasy dla WW. Ponieważ jednak zacytował autora z sympatia polecam opowiastkę.Pawle chyba ten cykl artykułów Kazia Żertki wszyscy czytali ..klasyka na FF 1 Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
Creek Opublikowano 11 Grudnia 2015 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 11 Grudnia 2015 W stosunku do wyżej przedstawionej przez kolegę Rafała techniki w pewnym stopniu podobnie radzę sobie z inną przynętą, jaką jest streamer. Ameryki nie odkryję, ale napisze kilka słów ...pewnie wszystkim mocno uzależnionym dobrze znanej ale być może początkujący skorzystają . Nie jest to aż tak finezyjne łowienie jak owa, wspominana przez Pawła Bugajskiego, daleka nimfka / mokrasek pod prąd (równie uwielbiana przez moja osobę) jednak szczególnie wiosną – w porze strimera, także ma swój urok. Jak wiadomo te urokliwe, niewielkie i zakrzaczone rzeczki choć bardzo piękne, zawzięcie strzegą dostępu do swych brzegów. Szczególnie nas muszkarzy mocno to trapi, uniemożliwiając normalne podanie muchy. Nadrzeczny sajgon, o czym barwnie wspomniał Rafał, to spore ograniczenie, gdzie o standardowym pięknym, stylowym i sanowym rzucie mowy być nie może. Co więc zostaje …Ano prostota. Ot stopniowe wypuszczanie linki z prądem rzeki w domniemane stanowiska ostrożnych kropków. Mozolnie metr po metrze penetrując co ciekawsze rynienki, głęboczki, podmycia, wszelakie przegradzające nurt przeszkody. W sumie to nic innego jak takie spiningowe zapożyczenie z wypuszczanym na odległość pływającym wobkeim ….sądze jednak że w przypadku muchy ciut inne i może warte wspomnienia - przynajmniej kilku detali. Poza tym gdzie tam piankowej lub drewnianej imitacji do włosiano - pierzastego killera . Tak więc pomimo że na końcu stosunkowo krótkiego przyponu przywiązany jest strimek – raczej wszystkim kojarzony z ciężką orką, mała rzeczka wymusza na nim inne zastosowanie. Z uwagi na kaliber owych drobnych siurków, niewielką szerokość jak i głębokość, zasadnicze znaczenie ma przynęta, a właściwie materiały z których jest wykonana. Osobiście lubię w ten sposób łowić na lekkie, prawie bez obciążenia strimki - szczególnie matuki , ale także większe mokre muchy (czasem dowiązywane na skoczku). W sumie typ muchy nie ma większego znaczenia. Bo przecież wszyscy wiedzą jak niewiele różni od siebie rożne impresjoniczne warianty dużych mokrych i małych /średnich strimków ?. Najistotniejsza w tej prostej technice jest możliwość i trudność dalekiego i bezkolizyjnego wypuszczenia / poprowadzenia przynęt w odmętach rzeki ….rzeki szarpiącej we wszystkie możliwe strony naszą uciążliwą w tej technice linkę. Jak piszę mucha powinna być lekka. Rzecz jasna pomagają nam w tym, raz same materiały z których jest zbudowana, ale również odpowiedni haczyk. Dobrze gdy jest lekki, tak by przy oddawaniu linki przynęta dryfowała pod powierzchnią lub co najwyżej środku strugi, nie zaczepiając o dno.Aby sprowadzić w ten sposób na żądaną odległość strimka/mokrą, głównie decyduję się na łowienie linkami pływającymi. Zazwyczaj zakańczam ją odcinkiem fuorocarbonu (max 1,5m). Czasem jednak wyposażam, bądź to w oryginalny tip z końcówką intermedium (clear), bądź ewentualnie dopinam zewnętrzny pleciony przypon intermedium do którego wiąże ponownie odcinek FC - mam jeszcze kilka takich Antropikowych EDAN'ów.Teraz spływ przynęty...Dopiętego do końcówki tak zbudowanego zestawu strimka wypuszczam nawet na odległość kilkunastu metrów. Opuszczając w dół rzeki pierzastego przyjaciela staram się co pewien czas przytrzymywać jego spływ, tak aby nurt wynosił go w górne partie wody co gwarantuje bezzaczepowe spłynięcie muchy w interesujące miejsce. Systematyczne oddawanie linki z kołowrotka, drobny korekcyjne mending z narzucaniem sznura i ponowna kontrola napięcia zestawu ...to norma. W momencie gdy przynęta dotrze w domniemane stanowisko ryby zatrzymuję jej spływ. … i najczęściej właśnie w tej pozycji pozastawiam ją przez dłuższą chwilę. Piórka i sierści robią swoje. W głowie kropkowanego drapieżnika już rodzą się przymiarki do zbrodni . Czy zaatakuje od razu czy po chwili to loteria, aby pomóc mu w tej trudnej decyzji czasem wystarczy popuścić przynętę parę centymetrów w dół, czasem parę w góre, czasem w bok, czasem na krótko zerwać w panice symulując wystraszoną rybkę. To działa ...Jak pewnie każdy mam kilka takich prostych sztuczek. Co jeszcze działa. Zależnie od miejsca, czasem pozwalam przepłynąć 'muszce' przez szerokość strugi starając się krótkimi szarpnięciami sprowadzić pod drugi brzeg – zwykle taka uciekającą przynęta działa na kropka jak płachta na byka. ..i ochoczo uderza w zmykający wabik. Można bawić się dalej i po przytrzymaniu muszki pod jednym brzegiem, kolejnym drobnym mendingiem pozwolić powtórzyć naszej przynęcie manewr w przeciwną stronę i harce przed potencjalnie ukrytym drapieżnikiem. … i tyle...wiem, rozpisąłem się ...a to takie proste 6 Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
kardi Opublikowano 11 Grudnia 2015 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 11 Grudnia 2015 Parę słów uzupełnienia w kontekście lekkiej nimfy pod prąd. Otóż aktualnie używam wędziska 9/5 (to prawdziwy uniwersał),który jak tu przeczytałem jest doceniony także przez innych, nagle zderzonych z rzeczywistością Pomorza wędkarzy.Otwarta woda ułatwia rzuty, ale i w warunkach zadrzewienia można tę technikę zastosować z dobrymi wynikami.Lekka nimfa zarzucona powyżej oczkującej ryby spływa swobodnie w jej kierunku unoszona lekko natłuszczonym przyponem.To właśnie przypon jest wskaźnikiem brań, to jego zatrzymanie się lub zatopienie sygnalizuje branie.Gdy brania są agresywne pociągany w głąb jest przypon i widoczny odcinek linki, wtedy to wątpliwości co do rybiej aktywności są najmniejsze.Kiedy stosuję tę metodę? Zawsze gdy oczkujące ryby ignorują suche imitacje, zawsze gdy wszyscy suszą, a nikt nie holuje. ,zawsze gdy z pojawiających się na wodzie śladów żerowania wyfruwają ku górze "nietrafione"jętki.To częste zjawisko-przyfilujcie Gdy dobrze dobierzemy przynętę, a może to być emerger lub np.mały kiełżyk, gdy dobrze ustawimy się względem żerujących ryb, a w moim pojęciu to dokładnie poniżej w linii nurtu, gdy rzuty pozwalają umieścić nimfę powyżej , a koniec linki poniżej oczka to ...możemy liczyć na świetny połów. Co cenne i zabawne obserwujący nas wędkarze będą przekonani, że stosujemy suchą muszkę i nie będą w stanie pojąć dlaczego zacinamy nie obserwując na wodzie nawet śladu rybiej aktywnosci! Zaletą metody jest możliwość użycia tej samej muszki wielokrotnie , bardzo istotne jest jednak utrzymanie pływalności przyponu. Musi on być długi, średnica oczywiście najgrubsza z akceptowanych, praktycznie od 0,14 do 0,10.,lecz na Pomorzu nawet 0,16Spływanie muszek ku wędkarzowi należy kontynuować także po minięciu "atakowanego " oczka, bo być może poniżej -pomiędzy nami a oczkiem - znajduje się inny, dotychczas nie manifestujący swej obecności okaz.To się naprawdę zdarza i zarówno w górach jak i na Pomorzu łowię tą metodą w dogodnych miejscach nawet bez oznak żerowania powierzchniowego.Obserwowanie przyponu ułatwia odpowiednie ustawienie się w kontekście oświetlenia wody słonecznym, lub księżycowym (tak,tak - zdarzało się) swiatłem.Tym lepiej widać im bardziej płań przypomina lustro.Oczywiscie próbowałem różnorakich indykatorów(mucha, piórko, fabryczne) i nadal twierdzę, że pojedyncza nimfa na płynącym przyponie to optimum.Metodę poznałem nad Sanem i nadal wiążę ją z jego głębokimi płaniami, lecz także nad Dunajcem i rzekami Pomorza ją z powodzeniem stosowałem. Przyznać jednak trzeba, że rzeki północy nie rozpieszczają dogodnymi do jej stosowania miejscami.Wspomnę może w tym momencie o wspaniałych połowach powyżej ujścia Hoczewki nad dawnym Sanem, gdy jeszcze nikomu nie śniło się określenie OS, a zamieszkujące (introdukowane) tam lipienie miały fantastyczne pomarańczowawe zabarwienie.Używałem wtedy leciutkiego wędziska 7'6 klasy 3 i linki wf 3 f.Boże, ale brały...Z zadowoleniem mogę powiedzieć, że aktualnie ta wspaniała rzeka pozwala na podobne doznania, na podobne próby.Nie o wielu wodach można to powiedzieć. 9 Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
thymalus Opublikowano 11 Grudnia 2015 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 11 Grudnia 2015 Pawle metodę tą pokazali mi na Sanie w 1985 roku, tuż po Mistrzostwach Świata. Wówczas nie były znane jeszcze piórka CDC więc muszkę robiło się zbliżoną do tej w tekście na FF (lewa górna) tylko zamiast pętelki z CDC robiło się pętelkę z kilku promieni lotki kaczki. W tej pętelce zatrzymywał się bąbelek powietrza i muska szła tuż pod powierzchnią. Fakt, jedna muszka. Jednak co do samego rzutu i prowadzenia to częściej stosowałem minimalny kąt pomiędzy rybą albo domniemanym stanowiskiem. Inaczej mówiąc przypon nie upadał równo nad stojącą rybą ale nieco z boku, skośnie. Na Sanie właśnie na płani w Hoczwi to była metoda ojojoj. I mina gości, którzy oczek nie widzieli, a ty rybka, druga itd. I nie były to małe rybki. Na Pomorzu ta metoda nie zawsze, nie wszędzie i raczej ogólnie mówiąc...rzadko. Ale jak dołożysz parę deko do muchy, dołożysz drugą to i owszem, nimfka pod prąd bardzo dobrze działa. 1 Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
kardi Opublikowano 11 Grudnia 2015 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 11 Grudnia 2015 Ja ten sposób poznałem wcześniej, cóż jestem starszy.Nie trzeba dociążać much by użyć tej metody w opisanym kształcie na pomorskich łowiskach.Na wspomnianej Dobrzycy jest kilka piaszczystych prostek, gdzie stosuje ją z powodzeniem.Za wędziskiem początek jednej z nich Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
thymalus Opublikowano 11 Grudnia 2015 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 11 Grudnia 2015 Ależ sto procent zgody w tym, że są miejsca gdzie połowić można klasycznie. Nie tylko na Dobrzycy ale przede wszystkim na Piławie w górę/ dół od Szwecji w łąkach. Ale też jest sporo miejsc gdzie dociążenie daje znacznie lepsze efekty. Kapitalnie łowiło się lipienie ale i często pstrągi w ten sposób na niektórych odcinkach Gwdy zwłaszcza w Lędyczku. Zresztą tam można połowić zarówno z jak i bez obciążenia. Mnie bardziej interesuje czy również czasami stosujesz kąt przy rzucie. Nie idealnie równoległy z nurtem rzut ale minimalnie na skos. Mnie akurat z tym skosem lepiej się łowi i wyniki są lepsze. Może dlatego że przypon i linka nie walą się na łeb? 1 Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
ictus Opublikowano 12 Grudnia 2015 Autor Zgłoś Udostępnij Opublikowano 12 Grudnia 2015 Pawle, czy nie masz przypadkiem Swojego artykulu na komputerze? Moze ktos ma to wydanie WW. Moznaby zrobic skan i wstawic na forum. Pelen opis tej techniki bylby bardzo mile widziany w tym watku przes bardzo wile osob. Im szerzej opisany tym lepiej. Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
Jerzy Kowalski Opublikowano 12 Grudnia 2015 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 12 Grudnia 2015 Ja ten sposób poznałem wcześniej, cóż jestem starszy.Nie trzeba dociążać much by użyć tej metody w opisanym kształcie na pomorskich łowiskach. Drogi Pawle, Gdzieś w początkach lat 80tych (latem '82 czy '83) kiedy spędzaliśmy razem wakacyjny czas na wędkowaniu, w namiocie rozstawionym w sadzie koło domu w Łączkach ... Stamtąd CHODZILIŚMY na ryby aż po płań "pod drutami" powyżej Średniej Wsi ... Takie to były czasy ... ;-) Pamiętam, ze wtedy wspominałeś opowieści poznańskich wędkarzy, którzy wrócili z MP na Sanie w '81r., o takiej rzece w Polsce, w której trzeba przepłoszyć STADO lipieni z rynny przy brzegu, zeby wejść do wody ... ;-) Wiele sie nie mylili w tych opisach ... No i piękne te Lipienie były ... Godne zlowienia miały wyraźnie pomarańczowy odcień, z czerwonym podbrzuszem ... A w czystej wodzie dało sie je niejednokrotnie wybierać ... Zaś "wychodzące" dawały odgłos podobny do dźwięku szybkiego zatapiania szklanki (mniejsze) albo słoika (większe) ... I rzucało sie do tych "słoików" ... ;-))) Sam sposób łowienia nimfą kładzioną "pod prąd" i prowadzoną w swobodnym dryfie stwarza wiele możliwości . Od tego, opisanego, równo pod prąd, w tej samej strudze nurtu, co ułatwia zachowanie niezabuszonego spływania, po położone skosem aż po łowienie całkiem w poprzek nurtu, tylko wtedy trzeba obserwować nie tyle zatrzymanie przypomni, co szybsze zatapianie sie jego płynącej koncówki ... Daje więcej czasu na zacięcie lipienia, wrażliwego na opór zestawu ... Natomiast bardzo spektakularne jest łowienie w podobnym stylu, swobodnie prowadzona w dryfie nimfa, zarzucona pod prąd, pstrągów, przy pomocy dużych nimf (najbardziej lubię imitacje dużej larwy widelnicy) ... Wtedy cała linka zatrzymuje sie nagle, pokazując branie ... Pozdrawiam serdecznie Jurek Kowalski (z Krosna ;-) ) 3 Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
kardi Opublikowano 12 Grudnia 2015 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 12 Grudnia 2015 Mnie bardziej interesuje czy również czasami stosujesz kąt przy rzucie. Nie idealnie równoległy z nurtem rzut ale minimalnie na skos. Mnie akurat z tym skosem lepiej się łowi i wyniki są lepsze. Może dlatego że przypon i linka nie walą się na łeb? Odpowiem Rafale może tak: gdy mogę wybrać stanowisko brodząc poniżej żerujących ryb zawsze staram się stanąć "w linii"nurtu.Dlaczego? Otóż ten sposób zwiększa prawdopodobieństwo swobodnego spływu nimfy, eliminuje podwodny dryf na boki. Analogią może być połów na suchą muszkę, rzut idealnie pod prąd i zbieranie napływającej na łowiącego linki pozwala na NAJDŁUŻEJ trwający spływ przynęty.Czas w którym przynęta prowadzona jest idealnie ma oczywiście znaczenie bowiem chyba każdy z nas doświadczył brania na nadal spływającą prawidłowo suchą muszkę, pomimo iż dawno minęła już "naszego lipienia" .To przypadkiem zastosowana metoda "wymuszonego brania", ale dziś przecież nie o tym. Brużdżenie suchej muszki widać oczywiście świetnie, a prowadzonej pod wodą nimfki już oczywiście nie, co nie znaczy, że nie mamy z tym faktem do czynienia. Pisaliście słusznie o różnej prędkości warstw płynącej wody.To dodatkowy argument za rzutem wprost przed siebie. Rzut skosem pozwala na chwilowe prowadzenie muszki idealnie, lecz trwa to krócej niż w sposobie opisanym powyżej jednak -i tu pełna zgoda-argument o schowaniu linki przed rybą jest istotny. Oczywiście życie weryfikuje teorię, a szczególnie nad naszymi wąskimi, zadrzewionymi rzekami.Wtedy rzut skosem bywa jedynym możliwym i tak też postępuję zarówno gdy łowię na lekką nimfę jak i na sucharka.Zawsze w takich sytuacjach zwracam jednak uwagę na wybranie miejsca rzutu, na chwilę refleksji i przygotowania.Może warto złamać kilka starych pokrzyw za plecami? Może podejść można troszkę bliżej? Widząc kółko tworzone na powierzchni z pewnego oddalenia staram się natychmiast powiązać to miejsce z charakterystycznym miejscem na brzegu (wystająca gałąź, kamień,krzew, bobrowy ogryzek) bo gdy ryba żeruje rzadko, a musimy podejść kilkanaście metrów to co ewidentne po chwili staje się wątpliwym Ictusowi gratuluję stworzenia wątku tak pozornie oczywistego jednak dotychczas nieobecnego na naszym fajnym forum. Niestety artykuł jest dla mnie niedostępny, ale liczę na Was! takie łowiska dają w kość, ale takie ... to dopiero próba charakteru! 2 Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
Bugi86 Opublikowano 12 Grudnia 2015 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 12 Grudnia 2015 Czy te nimfki robicie całkowicie bez żadnego obciążenia? Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
thymalus Opublikowano 12 Grudnia 2015 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 12 Grudnia 2015 Do takiego łowienia jak opisuj Paweł bez żadnego obciążenia. Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
Jerzy Kowalski Opublikowano 12 Grudnia 2015 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 12 Grudnia 2015 Czy te nimfki robicie całkowicie bez żadnego obciążenia?Ten sposób łowienia można traktować jako niezależne dojście do tego samego efektu, ktory osiagnął G.E.M. Skues https://en.m.wikipedia.org/wiki/George_Edward_MacKenzie_Skues dobre sto lat temu, a kilkadziesiąt lat wcześniej niż u nas... Podobnie jak niezależne, dalsze rozwinięcia, które wcześniej wprowadzał na południu Anglii Frank Sawyer https://en.m.wikipedia.org/wiki/Frank_Sawyer_(writer) ... Jakiś rodzaj tej ewolucji widać na przykładach much zamieszczonych tutaj: http://www.flyfishingdevon.co.uk/wet-flies-spiders-nymphs-and-flymphs.shtml Do łowienia tuż pod powierzchnią, odrobine głębiej niż suchą muchą czy emerger'em, jedynym "obciążeniem" nimfy jest haczyk ... Nieco głębiej można łowić delikatnie obciążonymi nimfkami, w których obciążeniem jest owijką z drutu, cienki drucik miedziany nielakierowany, użyty w charakterze nici wiodącej, albo delikatne podwinięcie tułowia nimfki miedzianym drucikiem ... Wtedy granicą wielkości obciążenia jest możliwość uniesienia nimfki w toni przez pływający przypon .... Wreszcie łowienie nimfą w swobodnym dryfie, po zarzuceniu jej linką "pod prąd", może być wykonywane nimfa bardziej obciążoną, ale wtedy jedynym wskaźnikiem brania jest pływająca linka ... W każdym przypadku - pojedyncza nimfa na przyponie ... Pozdrawiam serdecznie Jerzy Kowalski 1 Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
thymalus Opublikowano 12 Grudnia 2015 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 12 Grudnia 2015 Wspomniałeś Jurek o łowieniu pstrągów na nimfy. A może byś nieco rozwiną temat? Gdybyś jeszcze mógł na przykład wykazać pewne różnice w łowieniu pstrągów na południu i północy Polski, czy pewne sposoby prowadzenia sprawdzają się tylko/głównie np, na południu, a inne na pomorzu. Byłoby super coś na ten temat posłuchać. Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
Rheinangler Opublikowano 13 Grudnia 2015 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 13 Grudnia 2015 (edytowane) Kiedy Paweł, @ictus kilka dni temu wysłał mi priva z hasłem,- napisz jak łowisz, pomyślałem napiszę, choć na pewno znajdą się oponenci i głupie komentarze o co nie będzie trudno bo jestem bardzo przeciętnym muszkarzem a może nawet tylko osobą zauroczoną tą techniką...Z kompletnego braku czasu - nic nie napisałem ale śledząc wątek widzę, że to co chciałem napisać zostało już przez znacznie lepszych ode mnie napisane więc w kategorii wnoszenia wiedzy już nic mądrego nie napiszę...To co mogę dodać od siebie a co w ostatnich latach kiedy łowię samotnie, bez kolegów, wyraźnie odmieniło moje muchowanie na korzyść...Nie wchodzę do wody z gotową przygotowaną koncepcją uwzględniającą porę roku, stan wody, ciśnienie, doniesienia z ostatnich dni.... i inne technicznie ważne czynniki.Siadam nad wodą, długa chwilę próbuję zjednoczyć się z "rytmem wody" i otoczenia i kiedy się to udaję rozpoczynam łowienie, a kiedy nie odchodzę, wierząc i wiedząc, że dziś nie jestem godny złowić ryby,- może to się wydawać głupie, ale dla mnie ma swoją wartość...To co napisałem nie jest oderwane całkowicie od techniki czyli celu tego wątku, bowiem trudno mi osobiście dobrać właściwą technikę bez stania się częścią otoczenia a dobranie jej na zasadzie ogólnie przyjętych kanonów już od kilku lat nie sprawia mi przyjemności.W praktyce wygląda to tak, że czasem woda i dzień jest "szybki" i wówczas łowię aktywnymi metodami kiedy to animacja muchy pasuje mi do wcześniej wspomnianego "rytmu" czyli podszarpywany krócej lub dłużej streamer, mokra prowadzona w podobny sposób a nawet krótka nimfa (tzw matołuwa) jak ją nazywam rozpoznawcza, z jedną, dwiema i trzema nimfami czasem nawet prowadzona z wymuszoną czyli nadaną przeze mnie prędkością zazwyczaj większą od aktualnego uciągu.Innym razem dzień i woda są senne, leniwe, nostalgiczne wręcz i także do tego stanu dostosowuję swoje zachowanie, czyli dużo lżejsze nimfy prowadzone z prądem czy tzw wyciągane kiełżyki, streamer i mokra bardziej w dryfie itd.Można by oczywiście powiedzieć, że to takie krańcowe okoliczności i to prawda, pomiędzy nimi też jest wiele frajdy i w tym największa dla mnie czyli sucha Można by także powiedzieć i co też będzie prawdą, że takie zachowanie nie gwarantuje złowienia ryby, ale mnie już na tym nie zależy tak bardzo jak jeszcze kilka lat temu...Ostatecznie i może nawet trochę egoistycznie,- to moje łowienie, moja radość i to wszystko ma mnie budować, a jeśli do tego przyniesie okaz,- pięknie... Edytowane 13 Grudnia 2015 przez Rheinangler 7 Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
kardi Opublikowano 13 Grudnia 2015 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 13 Grudnia 2015 ... choć na pewno znajdą się oponenci i głupie komentarze o co nie będzie trudno bo jestem bardzo przeciętnym muszkarzem a może nawet tylko osobą zauroczoną tą techniką... ....Ostatecznie i może nawet trochę egoistycznie,- to moje łowienie, moja radość i to wszystko ma mnie budować, a jeśli do tego przyniesie okaz,- pięknie...Hej, Kolego głowa do góry! Głupie komentarze? To chyba nie tu ! To chyba nie teraz Twoje kontemplacyjne podejście do muszkarstwa jest zrozumiałe i chwalebne.Mam podobnie.Oczywiście biegłość techniczna i doświadczenie nie wykluczają takiego podejścia, co więcej pomagają przeżywać samotne spotkanie z przyrodą.Dlatego wszyscy nadal się uczymy, podglądamy i czytamy Wszak to właśnie nieporadność często rodzi pospiech . To wątek w którym piszemy o prowadzeniu much, tak więc wspomnę o pewnym zjawisku związanym z łowieniem na suchą muszkę, metodę którą tak charakterystycznie Rhein oznaczyłeś Zauważyłem mianowicie, że bardzo pouczającym jest obserwowanie kółka przed pierwszym rzutem, śledzenie nie tylko wielkości i koloru zjadanych owadów, ale także ich ILOŚCI.Często zadajemy sobie pytanie:dlaczego ryba nie bierze mojej muszki? Czy to imitacja jest niedoskonała, czy przypon zbyt gruby, a może źle ją prezentuję?Warto popatrzeć wtedy na "swoje" (tak zawsze określaliśmy zjadany pokarm naturalny)Jeśli jest ich dużo, jesli ryba przepuszcza nad głową dziesiątki naturalnie spływających jętek by capnąć w końcu jedną z nich to nasze konwulsje sprzętowe powinny być powstrzymane.Nic nie zmieniajmy, wytrwałość przyniesie nagrodę.Jeśli jednak prawie każda "swoja "jest zjadana, a wytwór imadełkowej radochy systematycznie olewany...to cóż - czas na zmiany!Zazwyczaj zaczynam od zaoferowania mniejszej i ciemniejszej imitacji zmianę przyponu na cieńszy pozostawiając na koniec.Cóż, łowię często tam gdzie Rafał (nasz cenny thymalus ), a tam to gałęzie zmieniają nam muszki . 5 Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
Rheinangler Opublikowano 13 Grudnia 2015 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 13 Grudnia 2015 (edytowane) Biegłość techniczną i doświadczenie trzeba powierzyć czasowi bez tego powierzenia przyjmując ogromne dawki wiedzy rodzi się .... fałszywa droga, manowce tego co piękne,- oczywiście zakładając, że kanony są nam znane Właściwa droga to dla mnie taka droga, jak stanie się artystą w swoim zawodzie, najpierw trzeba się dużo uczyć i poznać wszystko co się tylko da w swojej dziedzinie a kiedy ta szklanka just już pełna, natychmiast ją wylać i zacząć napełniać ją swoimi artystycznymi pomysłami....Wypad z muchą jest dla mnie nagrodą wśród "spinningowej codzienności" dlatego zrobiłem sobie z tego takie święto, ale też dlatego doświadczenie przyrasta wolno, - co mnie wcale nie martwi Dziękuję za miła lekturę i parę inspiracji i już zamieniam się tylko w słuch Edytowane 13 Grudnia 2015 przez Rheinangler 3 Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
Creek Opublikowano 13 Grudnia 2015 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 13 Grudnia 2015 A propos dalekiej nimfy pod prąd i wszelakich jej wariacji ...To temat rzeka, ale pomiędzy owymi wariantami dużo wzajemnych podobieństw / zbieżności.Generalnie wszystko determinuje łowisko i przynęta wymuszająca określoną jej prezentację.Czy to na końcu zestawu solidna nimfa, czy innym razem nimfka bez obciążenia lub obarczona wolframową micro złotogłówką na haku nr 20, tudzież inny ledwie nanizany na haczyk mokry spiderek ...wszystko to ta sama technika. Niżej zamieszczam link do kolejnego tego typu materiału autorstwa, pewnie wszystkim znanego i szanowanego Kuby Chruszczewskiego ..."Kuba style" http://flytyer.pl/kuba-style 2 Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
thymalus Opublikowano 13 Grudnia 2015 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 13 Grudnia 2015 (edytowane) To fakt Pawle, że poławiamy na tych samych rzekach i jeśli chodzi o suchą muchę, to pewnie przyznasz, że jest to przewrotnie mówiąc... najskuteczniejsza metoda. Dlaczego? Bo pomorskie lipienie wychodzące do suchej po prostu biorą na suchą. Nie ma problemów z doborem, nie trzeba liczyć promieni w jeżynce czy dopasowywać subtelny odcień tułowia. Oczywiście zdarzają się małe wyjątki ale generalnie trudność w łowieniu na suchą muchę wynika najczęściej z trudności stanowiska.Na południu, zwłaszcza na Sanie gdzie bardzo intensywnie swego czasu łowiłem mieliśmy taką metodę łowienia "na muchę której nie ma". Konieczna jest dobra znajomość łowiska. Wiemy na przykład, że chruściki zaczynają pojawiać się około 18. Mimo, że nie ma ich na wodzie około 16 zakładamy i o dziwo podnoszą się ryby dotychczas oporne. Jak to tłumaczyliśmy. Ryby zjadając jakąś muszkę mają możliwość porównania jej z oryginałem. Kilka płynących "szarych jętek" i pomiędzy nimi nasz imitacja - oszustwo łatwe do zauważenia. Pomiędzy szarymi jętkami pojawia się jednak chruścik. Ryba go zna, wie że smaczny ale...nie ma porównania. Oczywiście to przykład. Zamiast szarej jętki rojęcej się w południe, zakładamy żółtą, która wiemy, że pojawi się koło 15. Oczywiście to teoria.. Czy tak postępują lipienie nie mam pojęcia. Ale na pewno sposób działa. PS Pawle również i Ciebie prosiłbym o kilka słów w temacie pstrąg - nimfa. Edytowane 13 Grudnia 2015 przez thymalus 4 Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
Jerzy Kowalski Opublikowano 13 Grudnia 2015 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 13 Grudnia 2015 Wspomniałeś Jurek o łowieniu pstrągów na nimfy. A może byś nieco rozwiną temat? Gdybyś jeszcze mógł na przykład wykazać pewne różnice w łowieniu pstrągów na południu i północy Polski, czy pewne sposoby prowadzenia sprawdzają się tylko/głównie np, na południu, a inne na pomorzu. Byłoby super coś na ten temat posłuchać.Drogi Rafale, Pstrągi są stosunkowo łatwe dla wędkarza, bo są przyzwyczajone do tego, ze ich pokarm może być twardy, duży, oraz może miec inne zdanie niż drapieżcą i może stawiać opór ... Przypomniała mi sie sytuacja kiedy w moim stawie zobaczyłem mojego pstrąga z czymś dziwnym na głowie, jakby miał dwie głowy, miotał całym ciałem, co wyglądało dziwnie ... Z bliska zobaczyłem, ze złapał duża żabę, z która musiał sobie poradzić ... Sadzisz, ze wtedy przejmowałby sie czy za ta żaba ciągnie sie jakiś przypon czy nawet linka? ;-) Czasem lubię sobie rzucić nimfę na głębsza wodę w rzece i w dużym stopniu zostawić cały zestaw swojemu losowi, niejako poddając go woli nurtów w rzece ... Jak zobaczę, ze koniec linki dziwnie sie zachowuje to zacinam i na haczyku jest pstrąg ... ;-))) Te ryby często atakują z ukrycia i wracają do jamy, ciagnąć za sobą zestaw ... Jest czas, zeby zaciąć, albo same sie zahaczają ... Natomiast na nimfę lekka, pod powierzchnia wody, łowi sie je jak Lipienie, tylko tez z większym marginesem czasu ... Jednak jeśli cokolwiek napisałem w tej dyskusji to nie w charakterze technicznym, "jak złapać rybę na muchę" , ale raczej zachęcając do zgłębiania tajników przyrody, sprawdzania teorii w praktyce, obserwowania środowiska ... Wole łowić tak jak sobie wymyślę, a jeśli sie ńie uda, to jedna teoria zostaje zweryfikowana w danych warunkach negatywnie ... ;-))) Nie chodzi o złowienie ryby najbardziej skutecznie, bo to można zrobić nie zważając na to, co dzieje sie w rzece ... W swej łowieckiej warstwie wędkarstwo jest mało skomplikowane, bardzo dostępne ... ;-))) Pozdawiam serdecznie Jurek Kowalski 5 Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
thymalus Opublikowano 13 Grudnia 2015 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 13 Grudnia 2015 Są na Pomorzu okresy kiedy żabka jako wobler ale też oczywiście mucha jest bardzo dobrą przynętą Co do nimfy, łowie na nią pstrągi, bo zwyczajnie lubię. Bywa też, że łowiąc lipienie nie chce mi się zmieniać zestawu. Są okresy kiedy jest dość skuteczna w innych pewnie lepiej połowiłbym streamerem Ale, że chce mi się łowić nimfą to łowię. Jedno jest pewne, krótka, pomorska nimfa nie jest metodą na pstrąga, Przez lata na dolną nimfę złowiłem może kilkanaście pstrągów. Ale łowiąc lipienie, przemieszczając się rzeką wydłużam znacznie linkę i obławiam co ciekawsze dołki. I analogicznie do lipieni naturalny spływ bywa ok, ale jeszcze lepsza nimfa nieco uciekająca z dołka ku powierzchni. Czasami warto "postawić" muchy na dłużej w jednym miejscu. A czasami bywa nie źle streamera (pijawkę) poprowadzić jak nimfę, zwłaszcza przy mętnej wodzie. Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
ictus Opublikowano 14 Grudnia 2015 Autor Zgłoś Udostępnij Opublikowano 14 Grudnia 2015 (edytowane) Skoro poświęciliście swój czas i tak pięknie rozwinęliście ten wątek, wypada żebym też dołożył coś od siebie.Trudno konkurować z wami wiedzą na temat muszkarstwa, więc posilę się źródłami pisanymi. Dzięki wielkiej uprzejmości znakomitego muszkarza Pana Jerzego Kowalskiego, naszego jakże doświadczonego kolegi z forum, trafiła do moich rąk niesamowita książka J.Rozwadowskiego p.t. "PORADNIK DLA MIŁOŚNIKÓW SPORTU WĘDKOWEGO czyli Sztuka łowienia pstrąga, lipienia i łososia na wędkę" z 1900r. Nie jest Pan Rozwadowski politically correct jak to się obecnie przyjęło, za to pisze wyśmienicie i każdemu polecam tę lekturę. Oto fragment związany z techniką rzutu i prowadzenia, bo chyba czasem warto cofnąć się 100 lat, może jednak wtedy też coś o łowieniu wiedzieli: "...istnieje jeszcze inny zwany "rzutem z ręki" inaczej "włoskim" czyli "batogowym" lub wreszcie "wahadłowym". Batożenie jest rzutem nader eleganckim, "czystym", kto takowy z całą precyzyą wykonać umie; jest on niekiedy wielce na miejscu, mianowicie przy niekorzystnym wietrze, jakoteż tam, gdzie przystęp do brzegu na wązkich tylko przestrzeniach jest wolny , t.z. gdy brzeg jest zarośnięty a tylko przerwy nieznaczne w obrębieniu brzegu zaroślami dozwalają przystępu do wody. Krzewy po prawej i lewej stronie łowiącego rosnące nie dopuszczają w takim razie rzutu przez rękę, jeżeli się nie chce uwisnąć na pierwszej lepszej gałęzi; zastosować się zaś tu da bez trudności rzut wahadłowy , mianowicie, gdy z tyłu łowiącego niema żadnej przeszkody. Batożenie nie może się wprawdzie posługiwać tak długą linką, jak to być może, acz nie musi, przy rzucie cepowym, jest ono jednakże w wielu razach wskazanem i wielce skutecznem. Batożenie różni się od rzutu cepowego tem, iż wykonuje się nie li przedramieniem, lecz ramieniem całem powtóre tem, iż wędzisko nie biegnie koleją łuku w kształcie podkowy nad głową zakreślonego, lecz odbywa ruch wahadłowy z dołu ku górze przy lekkiem tylko pochyleniu końca wędziska ku stronie lewej. Końca linki brać w palce ręki lewej (przy ćwiczeniu) niema potrzeby , takowy rzucony na wodę podnosi się za pomocą ruchu wahadłowego wędziska w powietrze i opisawszy potężny łuk na tyłach łowiącego, takimże samym prostopadłym łukiem spada ku przodowi na wodę. Biegli w rzucaniu włoskiem wędkarze, wykonują niekiedy ruch podwójny lub nawet potrójny w powietrzu bez dotknięcia muchą wody , a czynią to mianowicie prze połowie na t.z. suchą muchę, lub wtedy , gdy pierwszy rzut wyda im się chybionym i z figury spadającej ku wodzie linki wnoszą, iż mucha nie spadnie na wodę "płatkiem śniegu" jak powinna, lecz "chlaśnie", co z góry przewidzieć nie jest rzeczą trudną. Wędkarz, który pokonał trudności kunsztu rzucania jak je powyż przedstawić się starałem, ma jeszcze jeden egzamin przed sobą, zanim mu muchę na końcu wędki upiąć będzie wolno: ma on mianowicie nabyć biegłości, w celnem rzucaniu linki na pewien z góry upatrzony punkt na wodzie. Ćwiczenie to odbywa się na razie skróconą linką na większej przestrzeni; za cel służyć mogą wiry , duże bryły kamienia, ciche zatoki położone po przeciwnym brzegu rzeki it.d. Linka z wolna się przedłuża, cel zmniejsza, aż wreszcie dochodzi się do celności rzutu na punkta, do których przystęp utrudniony jest skutkiem przeszkód przed nimi lub obok nich się znajdujących, jak krzewy zwieszające się nad wodą, drzewa powalone powodzią, tamy , pale it.d. Kto rzuca nieźle metodą cepową i batogową, wyćwiczył się nieco w celnem dosięganiu upatrzonego grubszego bogdaj celu, ten wreszcie o przypięciu muchy pomyśleć może. Najstosowniejszem jest na początek użycie jednej tylko i to dużej muchy , którą i rzucać i obserwować na wodzie łatwiej. Używanie "skoczka" uważam w ogóle za rzecz niewłaściwą a bogdaj zbędną - skoczek w ręku początkującego jest wręcz zgubnym, rozrywa on bowiem tylko niepotrzebnie uwagę łowiącego, a w najlepszym razie pomoże mu li do tem rychlejszego i gruntowniejszego uwiśnięcia na pierwszej lepszej przeszkodzie. Drogą najprostszą a najkrótszą, która prowadzi do nauczenia się poprawnego rzucania muchy i nabrania dobrych manier wędkarskich, jest przyglądnięcie się z bliska biegłemu i doświadczonemu sportsmenowi, a jeżeli on jest człowiekiem rozmownym i udzielającym się chętnie, to w towarzystwie jego nauczyć się można na poczekaniu więcej, jak z długich traktatów książkowych, lub własnej mozolnej i powolnym tylko tylko krokiem postępować mogącej praktyki i obserwacyi. Patrząc na to, co i jak on robi, śledząc każdy ruch jego i zdając sobie zeń sprawę, dojdzie się rychło i bez trudu do znajomości nie tylko metody , ale i tak zwanych fortelów czyli arkanów wędkarskich, na których samodzielne poznanie lat by nieraz całych potrzeba. Niektórzy wędkarze mają zwyczaj po rzuceniu muchy na wodę, nadawać jej za pomocą wprawienia koÒca wędziska w lekki ruch drgający , pozoru skakania po wodzie lub bronienia się sile prądu. Jest to metoda z gruntu błędna i nie właściwa. Łowiący powinien się li starać o utrzymanie muchy na powierzchni, podskoki zaś uwydatni stokroć lepiej sam ruch wody i fala, aniżeli drganie ręki i wędziska. Bronienie się muchy przeciw prądowi jest absurdem, bo tego mucha nigdy nie czyni, wiedząc, że wysiłki jej w tak nierównej walce byłyby próżne; ruch więc taki, jako sprzeczny z naturą rzeczy , odstraszyć jedynie a nie zachęcić rybę może, a czyni to jeszcze w wyższym stopniu ruch samego wędziska. Podrygi owe muchy mogą mieć jakie takie znaczenie na wodzie spokojnej jeziora lub stawu, na rzece i prądzie nie mają celu lub wręcz ujemny." Jeśli techniki sprzed wieku kogoś zaciekawią, mogę wrzucić więcej tekstu. PozdrawiamPaweł Edytowane 14 Grudnia 2015 przez ictus 5 Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
kardi Opublikowano 14 Grudnia 2015 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 14 Grudnia 2015 Są na Pomorzu okresy kiedy żabka jako wobler ale też oczywiście mucha jest bardzo dobrą przynętą Nie inaczej! 2 Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
kardi Opublikowano 14 Grudnia 2015 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 14 Grudnia 2015 http://fario.dlf.interia.pl/Poradnik.pdf Dla przypomnienia. Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
Creek Opublikowano 15 Grudnia 2015 Zgłoś Udostępnij Opublikowano 15 Grudnia 2015 (edytowane) Dzięki wielkiej uprzejmości znakomitego muszkarza Pana Jerzego Kowalskiego, naszego jakże doświadczonego kolegi z forum, trafiła do moich rąk niesamowita książka J.Rozwadowskiego p.t. "PORADNIK DLA MIŁOŚNIKÓW SPORTU WĘDKOWEGO czyli Sztuka łowienia pstrąga, lipienia i łososia na wędkę" z 1900r. Nie jest Pan Rozwadowski politically correct jak to się obecnie przyjęło, za to pisze wyśmienicie i każdemu polecam tę lekturę. Oto fragment związany z techniką rzutu i prowadzenia ....[...]Jeśli techniki sprzed wieku kogoś zaciekawią, mogę wrzucić więcej tekstu. PozdrawiamPaweł"Batożenie różni się od rzutu cepowego" ... po prostu kwintesencja technik rzutowych To oczywiście lekki żart gdyż do nestora polskiego wedkarstwa rzecz jasna szacunek mam ... Edytowane 15 Grudnia 2015 przez K.Kalisz Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach Więcej opcji udostępniania...
Rekomendowane odpowiedzi
Dołącz do dyskusji
Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.